Strony

sobota, 13 lipca 2013

O książce co życie zmieniła

Bez cienia przesady mogę powiedzieć, że "W głębi kontinuum" Jean Liedloff zmieniła moje życie.
Nie pamiętam zupełnie, jak na nią trafiłam. Po nitce do kłębka, albo trafniej chyba: od linka do linka. Naprawdę nie pamiętam. Grunt, że miało to miejsce chwilę po tym, jak moje ulubione wydawnictwo Mamania, opublikowało polski przekład. Książkę od razu kupiłam (Mamania wtedy raczkowała i moje zamówienie miało numer co najwyżej -nasty :)) i przeczytałam, co zaowocowało tym, że jestem teraz mamą.
A nie od zawsze chciałam nią być...
Wyrosłam w rodzinie, w której Mama poświęciła całe swoje życie dzieciom. I taki też przekaz od niej dostałam - macierzyństwo to poświęcenie. Piękne, fakt, ale jednak w chwili, gdy zostajesz mamą, twoje życie nie jest już twoje, tylko twoich dzieci.
Poza tym jako dziewczynka, a potem młoda kobieta zewsząd bombardowana byłam sugestiami w stylu: najpierw szkoła, studia, praca, a potem dom, mąż, dzieci. Dzieci zawsze zdążysz mieć, a jak teraz nie będziesz się uczyć/studiów nie skończysz/nie znajdziesz dobrej pracy/nie nauczysz się języków (niepotrzebne skreślić), to przy dziecku będzie ci bardzo trudno/nie zrobisz tego. [Swoją drogą za te dobre rady mam chyba największy żal, bo gdybym ich nie słuchała, mogłam być mamą kilka dobrych lat wcześniej i to naprawdę nie byłoby za wcześnie].
Macierzyństwo jawiło mi się zatem jako kres samorealizacji. Inwestowałam więc w siebie - w edukację, samorozwój, poszukiwanie swojej życiowej ścieżki (nikt jakoś nie zasugerował mi wówczas, że może to właśnie macierzyństwo jest moją drogą, za to z wielu stron słyszałam, że mogłabym być lekarzem/prawnikiem/muzykiem, etc.). I wtedy właśnie, gdy kończyłam studia (kolejne, a jakże!), trafiłam na Liedloff i jej przekaz. A mówił mi on zupełnie coś innego od tego, co słyszałam wcześniej.
Mówił coś, co podświadomie bardzo chciałam usłyszeć i w głębi duszy wierzyłam, że tak właśnie jest.
Że macierzyństwo to szansa - szansa na rozwój, na odnalezienie swojej życiowej drogi, na poczucie spełnienia. Że macierzyństwo jest czymś naturalnym, kolejnym życiowym etapem, który nie przekreśla realizacji na innych płaszczyznach. Że macierzyństwo to radość, a nie tylko cierpienie. Że macierzyństwo jest intuicyjne, nie trzeba się go uczyć, a kobieta jest stworzona do bycia mamą i do bliskości ze swoim dzieckiem. Że macierzyństwo jest jednym z wielu życiowych zadań, a tylko przesadne skupianie się na dziecku skutkuje tym, że na inne nie ma siły/czasu/pieniędzy, etc.
Liedloff powiedziała mi coś, co bardzo pragnęłam usłyszeć: nie bój się być mamą. To zupełnie naturalne, to twoja droga. Nie żadne poświęcenia, matko-polizm, trud i znój. Nie patrz tak na to, po prostu bądź mamą. I chociaż nigdzie w tej książce nie jest to napisane wprost, właśnie to przede wszystkim od Liedloff dostałam - pozytywne spojrzenie na macierzyństwo.
A że przy okazji od spotkania z Liedloff rozpoczęła się moja fascynacja rodzicielstwem bliskości, to tylko skutek uboczny samego faktu, że przestałam bać się bycia mamą.
Gdyby nie Liedloff nie byłoby M. w ogóle, ale nie byłoby też domowego porodu, naturalnej, intuicyjnej opieki nad nią, ogromnej bliskości, jaka jest między M. a nami, jej rodzicami.
A kiedy w 2011 roku dotarła do mnie informacja o śmierci Liedloff, poczułam, że dzieło jej życia, jakim bez wątpienia jest "W głębi kontinuum", odcisnęło wielki ślad na moim życiu i jestem jej za to ogromnie wdzięczna.
Pamiętam, że pisałam na maturze z polskiego pracę o tym, że bywają takie spotkania, które w jednej chwili potrafią odmienić ludzkie życie. Moje życie odmieniło spotkanie z Liedloff i jej książką.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz