Strony

środa, 20 listopada 2013

okruchy Sycylii w moim domu

Gosię poznałam u Mimi. Wirtualnie oczywiście, choć mam nadzieję, że kiedyś dane nam będzie spotkać się również na żywo. Opowiadała w komentarzach o sycylijskich pysznościach, a Mimi od czasu do czasu zachwycała się nimi na blogu.
Potem Gosia wróciła do Polski, a wraz z nią sycylijskie słońce :) Otworzyła sklep, dzięki któremu to słońce co jakiś czas gości też w moim domu.
I powiem Wam moi Mili, że to moje kulinarne odkrycie roku! Przygodę z przysmakami od Gosi rozpoczęłam od oliwy (najlepszej, jakiej dane mi było spróbować!!!) i biscotti, które umilały nam nasze domowe uroczystości. Gosia oczywiście nie mogła przepuścić okazji, by obradować mnie również innymi smakami (pomidorki czereśniowe smakują zjawiskowo!). Potem przyszedł zachwyt czekoladą (nigdy wcześniej nie jadłam tak pysznej i żadna mi już nie smakuje tak, jak ta od Bonajuto!), a przede mną jeszcze wiele smaków do odkrycia :)
Jednym słowem to, że odkryłam Gosię i jej przysmaki to jeden z najlepszych kulinarnych momentów tego roku - prawdziwe smaki, naturalne produkty, tradycyjne receptury, czyli wszystko to, co w jedzeniu jest dla mnie najważniejsze.
Dziękuję Kochana :*






A na poniższym zdjęciu uczta, którą przygotowaliśmy przy użyciu gosinych specjałów - oregano i kapary biją na głowę wszystkie, których do tej pory próbowałam!


czwartek, 14 listopada 2013

listopadowe czasu umilanie

Nie wiem jak to się stało, że prawie miesiąc zajęło mi ujawnienie, co też miałam w planach zrobić z pokazanych w ostatnim wpisie składników. I nic nie mam na swoje usprawiedliwienie... no może poza zwykłym codziennym życiem i krzątaniną. Czas więc najwyższy nadrobić zaległości.
Tadam!


Oto ciasto na nasze ukochane pierniczki rustykalne, które już od prawie miesiąca okupuje lodówkę :)
Przygotowanie tych pierniczków to u nas już rodzinny rytuał. Najpierw, przynajmniej 6 tygodni przed pieczeniem trzeba przygotować ciasto, które po leżakowaniu w chłodnym miejscu rozwałkowuje się i wycina pierniczki :) A składniki na ciasto gromadzimy cały rok - w lutym ususzyłam skórkę pomarańczową, a z wakacji na Podlasiu przywiozłam dwa słoiki najlepszego miodu gryczanego jaki jadłam - właśnie z myślą o świątecznych wypiekach. Teraz już tylko pozostaje cierpliwie czekać na to, aż ciasto dojrzeje, by potem upiec pierniczki i wypełnić nimi świąteczne puszki, a potem brzuszki :)

W ogóle przygotowania do Świąt już u mnie dość mocno ruszyły - przy małej M. nie mogę sobie pozwolić na to, by wszystko robić w ostatnim tygodniu. Poza tym bardzo chcę uchronić siebie i moją rodzinę przed nerwowymi przygotowaniami na ostatnią chwilę, które to sama pamiętam z dzieciństwa. Przygotowałam już więc słoiczki żurawinowej konfitury do wigilijnego pasztetu i nastawiłam ciasto na staropolski piernik dojrzewający (które to ciasto razem z pokazanym powyżej zajmuje większą część naszej lodówki). Poza tym testuję różne wigilijne potrawy i powoli ustalam tegoroczne świąteczne menu. No i umyłam już połowę okien! :)

A niebawem pokażę Wam moi Mili moje kulinarne odkrycie tego roku i projekty nad którymi ostatnio pracowałam/pracuję. I obiecuję być tu wcześniej niż za miesiąc :)