Strony

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Dwa uśmiechy :) :)

Pewnie w wielu domach apogeum świątecznych przygotowań ma miejsce właśnie teraz. To całe sprzątanie (koniecznie wszystkich możliwych kątków, do których przez kolejny rok nikt nie zajrzy), gotowanie potraw, które po Świętach będzie się jeszcze miesiąc jadło, zakupy (bo przecież zawsze się o czymś wcześniej zapomniało).

I u mnie, w domu rodzinnym, tak było. I nie powiem - urok to swój miało. Nigdy nie było tak czysto jak w Wigilię, nigdy dom tak nie pachniał mieszanką świeżej pościeli, wypranych zasłon, choinki i potraw pyrkających na gazie. Tak - urok to swój miało niewątpliwie. Ale niestety i koszty, które wszyscy ponosili były duże. Jak dla mnie za duże. Nerwowa atmosfera (żeby koniecznie ze wszystkim zdążyć!), czasem kilka słów za dużo, w stresie wypowiedzianych, a na koniec wszyscy zmęczeni przy wigilijnym stole.

W domu, który teraz współtworzę, bardzo chciałam tego uniknąć. I choć pracy przed Świętami mam zawsze dużo, a kalendarz pęka w szwach od listy spraw do załatwienia, to jest jednak troszkę inaczej.
Z roku na rok spokojniej, łagodniej. Dom wysprzątany, choć nie wszystko w ostatnich dniach, więc na niektórych półkach delikatnie kurz się osadza - uczę się go lubić. Potrawy przygotowane z dużym wyprzedzeniem (co się da - pomrożone, żeby jutro już tylko rozmrozić i zajadać), prezenty wcześniej spakowane, żeby czasu nie zabrakło w tym dniu ostatnim.

Tak, jest spokojniej. I co roku uczę się tego spokoju bardziej i sobie (i sąsiadom swoim :)) przypominam pewnym króciutkim tekstem, że nie o placki tu chodzi. Naprawdę.



I jeszcze na dobranoc:


via Pinterest

4 komentarze: