Strony

wtorek, 28 stycznia 2014

Nasza mleczna opowieść, która trwa

Ostatnio ciągle wpadam w sieci na teksty o karmieniu piersią. Na parentingowych blogach, portalach dla rodziców- gdzie się nie ruszę, tam mleko :) I wiecie co - podoba mi się to laktacyjne pospolite ruszenie, bo niestety mity na temat karmienia piersią i brak rzetelnej wiedzy to wciąż plaga w naszym społeczeństwie.
Dlatego, chociaż tego nie planowałam, zostałam zainspirowana do tego, by dołożyć swoją cegiełkę do tej laktacyjnej budowli i pomyślałam, że opowiem Wam naszą mleczną historię.
A było to tak... :)

Dawno, dawno temu...
a dokładnie 25 miesięcy i 3 dni temu Mari przyssała się do mojej piersi pierwszy raz. I od tego czasu robi to nieprzerwanie do dziś, po wiele razy dzień w dzień, noc w noc. Tak, mija właśnie 26-ty miesiąc, w którym nie śpię w nocy - bo odkąd karmię to w nocy nie śpię, ale sypiam ;) Tak, przez ten czas nie miałam ani jednego wieczoru poza domem, bo zawsze muszę być gotowa, by położyć dziecko spać wtedy, kiedy tego potrzebuje (usypiam M. przy piersi). Tak, miałam pogryzione piersi, gdy Mari wyrastały zęby, ale przez stosunkowo krótki czas, zanim nie doszłam do tego, by jej po prostu powiedzieć, by piła mleczko delikatnie (i to wystarczyło, naprawdę). Tak, miałam kryzysy, które kończyły się płaczem nas obu i deklaracjami z mojej strony, że to koniec naszej mlecznej drogi, bo naprawdę nie mam już siły. Na szczęście mam Męża anioła, który wie, że w takich chwilach bardzo potrzebuję wsparcia. I tak, gdy zaszłam w drugą ciążę, pojawiały się w naszym domu rozmowy na temat ewentualnego odstawienia Mari wbrew jej woli. Jednak, mimo, że jestem już w 9-tym miesiącu, póki co nie było to konieczne. I tak, gdy urodzi się nasza druga Córka, spróbuję karmić tandem. Bez ciśnienia, wypruwania sobie flaków, na spokojnie.
Dlaczego? Bo moja Córka tego potrzebuje, bo nie jest jeszcze gotowa, by zrezygnować z mleczka, bo pierś daje jej poczucie bezpieczeństwa i chwile, gdy może być ze mną bardzo, bardzo blisko, gdy jestem tylko dla niej. A ja, mimo, iż czasem jest mi ciężko, również czerpię z karmienia piersią dużo siły. I póki nam obu będzie z tym dobrze, nie zamierzam na siłę przerywać tego procesu. Bo karmienie piersią to coś więcej niż pokarm fizyczny. Naprawdę.




4 komentarze:

  1. ja obie dziewczynki karmiłam 2 lata , tak mniej więcej po tym czasie kiedy karmiłam już tylko na noc obie dały się w 2 dni odzwyczaić :))) Ale uwielbiałam karmić , to takie przyjemne uczucie, tyle dobrego .. Myślę , że właśnie dzięki karmieniu jesteśmy tak ze sobą zżyte, a Ropuszki są taaakie przytulaśne .. Choć teraz to juz wielkie kobiety 4 i 10 lat :))) rajuś jak ten czas leci , a pamiętam wszystko jakby to było wczoraj ...

    OdpowiedzUsuń
  2. karm kochana karm ile wlezie, ja karmiłam ostatnią pannę 4,5 roku, a spaliśmy razem z nią 5 lat ;)))
    i naprawdę tylko samo dobre z tego było, no może oprócz tego ze mleczaki się posypały szybciej i trzeba było do dentysty chodzić a tak poza tym to obecnie zęby moje dzieci mają jak przysłowiowe konie ;))
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś niesamowita w podejściu do mlecznej drogi, karmić tandem - to niebywałe.
    Każdy powinien działać według własnych /dziecka/ potrzeb, intuicyjnie, tak jak piszesz na spokojnie, dopóki się z tego czerpie...
    Swój czas karmienia, choć minęło już sporo czasu, wspominam z rozczuleniem:)
    Pozdrawiam**

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam dwójkę. Obydwoje karmiłam, tak długo jak chciały.
    Wzruszyłam się czytając Twoje słowa, pięknie, piękne są. To brzmi tak naturalnie i spokojnie i nieskomplikowanie, bo przecież to bardzo proste, karmić swoje dzieci. Szkoda, że tak mało mam na to się decyduje. Ściskam wzruszona. (Joanna - MiFufu )

    OdpowiedzUsuń