Strony

wtorek, 25 marca 2014

Mogłabym

Mogłabym teraz grać w kwartecie na statku i przy okazji zwiedzać świat. Albo w jakiejś filharmonii, co najmniej narodowej. W końcu tyle lat na tej wiolonczeli gamy i pasaże ćwiczyłam.
Mogłabym zanurzać się w historii rodzinnej moich pacjentów i w duchu Freuda szukać patologii w relacji z rodzicami, by dusze uleczyć. Albo doktorat kończyć (może nawet już bym skończyła?) i zajęcia ze studentami prowadzić. Psychologia to taka ciekawa dziedzina wiedzy. I taka moja na dodatek.
Albo mogłabym w korporacji jakiejś pracowników rekrutować. Lub szkolenia i treningi dla kadry zarządzającej prowadzić, co by ich przed wypaleniem zawodowym ratować- dyplom studiów podyplomowych właśnie do tego mi drogę otwierał.
A tymczasem...
O pierwszej w nocy pieluchy z pralki wyciągam i na suszarce rozwieszam.
Pociąg z literek układam, wieże z klocków buduję, książeczki o Kasi co zgubiła misia czytam (a właściwie deklamuję, bo to ważna umiejętność, dzięki której da się jednocześnie naczynia brudne umyć).
W nocy nie sypiam prawie wcale, bo ciągle karmię. Obie moje córki mają bowiem wbudowany radar, dzięki któremu budzą się na mleczko zawsze wtedy, gdy siostra, a w najlepszym wypadku tuż po niej.
Uczuloną pupę pielęgnuję, w kałużach się pluskam i zielone młode listeczki na spacerach codziennie oglądam - ile to od wczoraj urosły!
Ziemniaki na babkę tarkuję, ciasto na chleb zagniatam i nasiona na kiełki podlewam.
I spełniona jestem. Jak nigdy. Naprawdę.
Bo prawdziwe życie dzieje się w domu.*





*ostatnie zdanie od Państwa Terlikowskich pożyczyłam.
Świetną książkę o małżeństwie popełnili. Niebawem poświęcę jej tutaj więcej uwagi :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz