Strony

piątek, 11 kwietnia 2014

Wysyłacie kartki?

Ja tak. Przynajmniej dwa razy do roku.
Bo dla mnie taka kartka to ważna bardzo jest.
Bo oznacza uwagę, czas, myśli skierowane do konkretnego człowieka.
Bo nie jest tylko rymowanym wirtualnym wierszykiem wysłanym w niebyt (czyt. do wszystkich na liście kontaktów), co by życzenia odfajkować.
W naszym domu mamy taki kartkowy rytuał.
Najpierw długie kartek poszukiwanie (bo znaleźć właśnie takie, o jakie chodzi w zalewie pstrokacizny i tandety wcale łatwo nie jest)*, potem życzeń układanie i wypisywanie**, kopert adresowanie, znaczków naklejanie i na pocztę dreptanie.
Ach... lubię bardzo ten kartkowy zwyczaj, bo mnie w klimat świąteczny zawsze wprowadza.
A jaka radość, gdy kartkę się w swojej skrzynce znajdzie!
Bo wtedy role się odwracają i to nam właśnie ktoś uwagę poświęcił, czas przeznaczył, do nas myśli skierował. I wdzięczność taka wtedy, że ach!

A teraz scenka rodzajowa:
Miejsce: osiedlowy urząd pocztowy
Czas: dwa dni temu
Okoliczności: podczas oczekiwania w kolejce w tymże urzędzie (bo wszak kobieta z dwójką maluchów musi swoje odstać, a jakże! takie mamy czasy...)

Pan przede mną: Poproszę jakąś kartkę świąteczną - z jajkami albo kurczakiem... wszystko jedno.
Pani w okienku: Mam tylko z Chrystusem.
Pan: A nie, z Chrystusem to nie.

A my tak!
Bo nie o jajka i kurczaki tu chodzi!
Tu chodzi o CHRYSTUSA!

*odkąd mnie olśniło, by kartki kupić u źródła, już nie chodzę po sklepach papierniczych i księgarniach diecezjalnych i nie szukam. Bo o kartki z motywem religijnym w zalewie jajek i kurczaczków wcale łatwo nie jest.
Edycja Świętego Pawła takie ma. Kupuje się w pakietach - wychodzi bardzo tanio i dostawa darmowa.

A kartki Kasi dopiero przed chwilą znalazłam w sieci. Na ten rok już za późno, ale na przyszłość jak znalazł. Są rewelacyjne. Zresztą sami zobaczcie: tutaj. A fb tutaj.

**Kartki religijne bez wersji instant (czyli bez gotowych życzeń) to już w ogóle znaleźć trudno. A tak przecież mało teraz okazji, by coś więcej niż własne nazwisko długopisem napisać.





Kartki: 0,4 - 3,5 zł/szt.
Błysk w oku dwulatki, która z plikiem kopert na pocztę pomyka, by misję swoją wypełnić: bezcenny!

niedziela, 6 kwietnia 2014

O szczęściu przy niedzieli

Mam komu zupę na stole postawić. I pierogi ulepić.
Mam komu uprać ciuchy - kosz na pranie wydaje się dna nie posiadać.
Mam po kim klocki sprzątać i kogo pilnować, by nowe puzzle nie były od razu zdekompletowane.
Mam komu książki czytać i kredki temperować (czerwonej najczęściej czubek się łamie).
Mam z kim na spacery chodzić, kogo w chuście nosić i kogo za rękę łapać, by pod samochód nie wpadł.
Mam z kim na tych spacerach pierwsze wiosenne liście oglądać i przycupki robić przy każdym kamieniu i kwiatku.
Mam po kim dom sprzątać, który co dzień wygląda jakby właśnie przeszło tu tornado (ciekawe czy Syzyf też był sfrustrowany?)
Mam komu mówić co chwilę, że tego nie wolno i tamtego też (tak, wiem, staram się ograniczać te komunikaty).
Mam komu po raz kolejny tłumaczyć, że jak się chce siusiu to trzeba troszkę wcześniej mówić.
Mam komu włoski po kąpieli rozczesywać, paznokcie obcinać i nos z fąfli wycierać.
Mam komu buty sznurować, czapkę na uszy naciągać, rękawiczek po domu szukać.
Mam komu pieluszki zmieniać, kogo usypiać i do kogo w nocy wstawać.
Mam też z kim dzielić wszystkie moje rodzicielskie niemoce.
Mam szczęście po prostu.


Eryko, pompony od Ciebie to najpiękniejsza dekoracja naszego domu!

wtorek, 1 kwietnia 2014

Nie zdążyłam

Są takie dni, które upływają mi pod znakiem tego, że nie zdążyłam.
Nie zdążyłam pozmywać po śniadaniu, a tu już sterta naczyń poobiednich nie mieści się w zlewie.
Nie zdążyłam wstawić prania, bo nie zdążyłam wywiesić poprzedniego, w wyniku czego pieluszki nie zdążyły wyschnąć.
Nie zdążyłam zaparzyć sobie ziół, a potem wypić ich ciepłych. Ani zjeść śniadania przed porą obiadową.
Nie zdążyłam upiec chleba, bo dokarmić zakwasu nie zdążyłam.
Nie zdążyłam na czas zmienić pieluszki, wytrzeć kaszy z podłogi i nosa swojego też nie zdążyłam wytrzeć.
Na maile nie zdążyłam odpisać (wybaczcie proszę i poczekajcie jeszcze chwilkę!), książki obiecanej na blogu zrecenzować, rzeczy "na wczoraj" zamówić, paczek do przyjaciół wysłać.
Grafiku działań przedświątecznych nie zdążyłam zrobić, ani się go trzymać. Ani nawet nad Wielkim Postem nie zdążyłam się jeszcze na dłużej zatrzymać.
Bajek nie zdążyłam poczytać, piosenek pośpiewać i wieży z klocków poukładać. I mostu też. I wyprzytulać porządnie też nie.
I łóżka zasłać nie zdążyłam, ale to może i lepiej, bo już wieczór prawie i zaraz trzeba by było rozściełać. I położyć się spać nie zdążyłam, bo jak ten leń, co Brzechwa o nim pisał, zasnęłam na kanapie. 
A jak już się z zimna obudziłam, to uświadomiłam sobie, że nie zdążyłam jeszcze czegoś - nie zdążyłam się do siebie uśmiechnąć.



Dobrze, że wiosna zdążyła!