Strony

wtorek, 1 kwietnia 2014

Nie zdążyłam

Są takie dni, które upływają mi pod znakiem tego, że nie zdążyłam.
Nie zdążyłam pozmywać po śniadaniu, a tu już sterta naczyń poobiednich nie mieści się w zlewie.
Nie zdążyłam wstawić prania, bo nie zdążyłam wywiesić poprzedniego, w wyniku czego pieluszki nie zdążyły wyschnąć.
Nie zdążyłam zaparzyć sobie ziół, a potem wypić ich ciepłych. Ani zjeść śniadania przed porą obiadową.
Nie zdążyłam upiec chleba, bo dokarmić zakwasu nie zdążyłam.
Nie zdążyłam na czas zmienić pieluszki, wytrzeć kaszy z podłogi i nosa swojego też nie zdążyłam wytrzeć.
Na maile nie zdążyłam odpisać (wybaczcie proszę i poczekajcie jeszcze chwilkę!), książki obiecanej na blogu zrecenzować, rzeczy "na wczoraj" zamówić, paczek do przyjaciół wysłać.
Grafiku działań przedświątecznych nie zdążyłam zrobić, ani się go trzymać. Ani nawet nad Wielkim Postem nie zdążyłam się jeszcze na dłużej zatrzymać.
Bajek nie zdążyłam poczytać, piosenek pośpiewać i wieży z klocków poukładać. I mostu też. I wyprzytulać porządnie też nie.
I łóżka zasłać nie zdążyłam, ale to może i lepiej, bo już wieczór prawie i zaraz trzeba by było rozściełać. I położyć się spać nie zdążyłam, bo jak ten leń, co Brzechwa o nim pisał, zasnęłam na kanapie. 
A jak już się z zimna obudziłam, to uświadomiłam sobie, że nie zdążyłam jeszcze czegoś - nie zdążyłam się do siebie uśmiechnąć.



Dobrze, że wiosna zdążyła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz