Strony

czwartek, 15 maja 2014

List z raju

jaanno moja, Aniu kochana!
Zaparzyłam sobie herbatkę od Ciebie, zjadłam najlepsze ciastka z samopszy ever i siadam do tego wpisu, chociaż jest już grubo po północy...
Bo gdy wypakowałam wszystko co znalazłam dziś w paczce od Ciebie powiedziałam sobie - cokolwiek będzie, dziś musi być wpis! Wpis dla Ani.
Mail do Ciebie pisze się w mojej głowie już od kilku tygodni (że też nie wymyślili jeszcze takiego urządzenia, które zapisuje nasze myśli... eh...), na komentarz z poprzedniego posta też miałam odpisać już, już, teraz, zaraz. I ciągle coś. Ale wpis musi być! No musi po prostu! Bo Twoja paczka uratowała dziś mój dzień.

Bo są takie dni w życiu mamy, kiedy od rana wiadomo, że będzie słabo. Kiedy budzę się rano bardziej zmęczona niż się położyłam (a gdy pomyślę sobie, że przez ostatnie 2,5 roku nie przespałam bez pobudki ani jednej nocy to zastanawiam się jak długo jeszcze można lecieć w dół...), kiedy potykam się o suszarkę z praniem w korytarzu i stwierdzam, że o rety! kolejne dwa prania czekają na rozwieszenie, a to jeszcze wilgotne przecież, kiedy zaczyna padać deszcz 5 minut po tym, jak udało się w końcu wyjść z domu na spacer. Kiedy dziecię się zakrztusiło właśnie wtedy, gdy drugie chce kupę, aha, no i wtedy też, gdy obiad zaczął się przypalać. Gdy zabawy śliną to coś najfajniejszego na świecie i nijak nie można wytłumaczyć, że dziecko, tak się nie robi!
I kiedy listonosz puka, a ty myślisz sobie - kogo to znowu licho niesie?! kurcze, chwilę, muszę umyć ręce z tej mąki zanim drzwi otworzę. I kiedy myślisz sobie - czy to te portki dla M., które zamówiłam, czy książki, które kiedyś (nie wiem kiedy...) przeczytam.
I wtedy się okazuje, że Ktoś przysłał ci RAJ!
O rety! Od Ani! I już buzia nieśmiało się uśmiecha, bo przecież niczego się nie spodziewała, jak zwykle :)
Pierwsza myśl - otworzę wieczorem, na spokojnie, gdy dziewczynki pójdą spać. Ale potem nie można wytrzymać i biegiem po nożyczki!
I oczom ukazuje się RAJ :)
Bo Ania mi w paczce pół swojego ogrodu wysłała. I wszystko to doszło świeżutkie, jakby przed chwilą zerwane, rosą jeszcze zmoczone. Ach!
I zachwyt mój na cały dom słychać! I biegam i pokazuję - patrzcie: szczypiorek, lubczyk, i pietruszka (natka pietruszki mamo! - poprawia M.). I jeszcze rozmaryn i melisa cytrynowa (melisówka już była Aniu!, do obiadu!). I jeszcze... i jeszcze...
A wszystko to ręką Ani wyhodowane, okiem i sercem doglądane. Ach!
I ciasteczka z samopszy, i najpyszniejsza Mirabella. I herbatka jeszcze!

Aniele mój, Aniu, jak Ty o mnie dbasz!
Dziękuję Ci. Tak mało tylko mogę powiedzieć.
I jeszcze to, że Twoja paczka uratowała mój dzień.





2 komentarze:

  1. Edytko Kochana :-)).....wzruszona jestem ogromnie Twoją radością....łzy pociekły mi jak groch przy czytaniu......jakie to niesamowicie przyjemne sprawić komuś radość garstką drobiazgów:-)Jestem szczęściarą ! Dzięki, że jesteś w moim życiu ! Cieszę się:-) ,że mogłam sprawić Ci przyjemność:-)Nawet paczki wiedzą kiedy dofrunąć!!!
    Dziękuję Ci za ten wpis:-)Bo dziś u mnie dzień nienajlepszy w towarzystwie pani migreny.....a tu taka tabletka przeciwbólowa!!!!
    miłego dnia Kochane Dziewczyny:-)
    zielone,zieloniutkie,zieloniuchne:-***

    ps
    przepraszam,że troszku bezładnie,ale ból doskwiera....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, to Ty zawsze przy jesteś, zawsze myślisz! A te kilka słów to jedyny sposób w jaki mogłam się choć troszkę odwdzięczyć.
      Ps. Mam nadzieję, że migrena odeszła już do przeszłości!

      Usuń