Strony

poniedziałek, 19 maja 2014

Oj tam, oj tam

Wyrosłam w domu, gdzie ciągle problemy były.
Dużo problemów.
I życie polegało na tym, by je jako tako rozwiązywać, zanim nowe o swoim istnieniu powiadomią.
Bo przecież tych problemów w życiu mnóstwo, ach...
Bo stan podgorączkowy = problem,
4+ ze sprawdzianu = problem,
bałagan, ciągle ten bałagan = problem,
i znów pranie trzeba wstawić = problem,
i rozwiesić = problem.
Pies pożarł pół dywanu = problem,
i jajka wyszły na twardo, a na miękko miały być = problem.
Autobus uciekł = problem,
mleko kipi = problem,
na szynkę nie starczyło = problem.
Dzieciaki się kłócą = problem,
muzyka za głośno puszczona = problem.
Dużo zadane = problem,
nic nie zadane? = problem.
Oczko poszło w rajstopie = problem,
na wadze 3 kg za dużo u kogoś = problem.
U kogoś za mało = problem.
Tata chce oglądać mecz, a córka film (a telewizor jeden - takie czasy wtedy były, uwierzycie?) = problem.

I tak od dziecka, problemy i problemy.
A dziecko tymi problemami nasiąka jak gąbka i tak tylko świat widzi - przez problemy.
(Nota bene widziałam ostatnio jak półroczne dziecko pokazuje, że "ma taaaak dużo kłopotków"... ach...
Że słodkie to niby - no dla mnie nie, wybaczcie, naprawdę nie.)

I ja tak jak ta gąbka nasiąkałam, a potem wszędzie tylko powody do zmartwień widziałam. I jak rozwiązać te problemy główkowałam. I się zamartwiałam.

I tak mi zostało.
Aż w końcu powiedziałam sobie: dość!!!
Bo ja rozumiem, że są w życiu problemy, zmartwienia, kłopoty.
Ale jest ich relatywnie niewiele, a i z tymi co są jakoś, czasem lepiej, a czasem gorzej, ale można sobie powoli poradzić. A przynajmniej je oswoić.
Ale naprawdę nie jest tak, że każda życiowa czynność, każde zadanie do wykonania to problem musi być.
A takie ich postrzeganie naprawdę w niczym nie pomaga.
Bo przecież od tego, że biadolić będę na to, że nikt w tym domu oprócz mnie nie sprząta, że pogoda znów nie taka, że zupa była za słona... ach... od tego naprawdę nie będzie mi lepiej.
Więc już od jakiegoś czasu nie biadolę. I unikam ludzi, którzy to robią, a trzymam z tymi, co próbują jednak tę szklankę do połowy pełną widzieć.
I nie zawsze mi wychodzi oczywiście, no bo przecież tyle lat nasiąkania robi swoje.
Ale i z tego problemu nie robię - ot, otrzepuję smutki i frustracje, podnoszę głowę i idę dalej w kolejny dzień.
Robię to dla siebie.
Ale też dla najbliższych moich. Dla Męża, co by przy mnie nie osiwiał za wcześnie od tych problemów wszędzie widzianych. I dla Dziewczynek, żeby im niepotrzebnego bagażu na życie nie pakować. Bo dzieci jak te gąbki. Bo zapakować łatwo, a potem dźwigać całe życie... to problem.

Bo dzieciaki się ciągle kłócą...

A M. znów się telefonem bawiła, chociaż już ze sto razy mówiłam, że nie wolno...

I noże tępe tak, że szczypiorku pokroić nie można...

I zupę znów gotować trzeba...


Eh... no same problemy, mówię Wam... eh...

7 komentarzy:

  1. Edith, święte słowa!!!!
    Jakoś tak sobie nie zdawałam sprawy, że takie rzeczy można z domu wynieść :( Rzeczywiście jak się zastanowić to tak jest!!!
    No i najwyższy czas rozpocząć wojnę z wiecznym narzekaniem i wziąć się po prostu do roboty, tylko tak jak piszesz trochę trudno tak nagle przestać biadolić jak człowiek tyle lat to robił :/
    Powiem Ci, że tego postu mi trzeba było!
    Dziękuję :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniś, bardzo się cieszę, że tego postu Ci było trzeba :)
      Mam nadzieję, że pomógł!
      Ściskam Kochana!

      Usuń
  2. wychowałam się w podobnym domu.
    walczę codziennie.
    głowa do góry :) trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      też walczę :)
      i cieszę się, że coraz częściej wygrywam i potrafię patrzeć na "problemy" z przymrużeniem oka ;)

      Usuń
  3. Mądre przemyślenia....nie lubię narzekać i staram się tego nie robić....wychodzę z założenia,że pomartwić się zawsze zdążę....czarnowidztwo niczego nie daje,nic nie zmienia tylko wpycha w czarną dziurę....przynajmniej ja tak mam....
    Dasz radę Kochana,wierzę w Ciebie:-),,twardym trzeba być nie miętkim,,
    Najfajniejsze są te kłótliwe Siostrzyczki;-)))))
    zielone:-***
    ps
    mail się pisze długo ,bo będzie baaaardzo dłuuuuugi:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swego czasu bardzo pomogło mi to Twoje zdanie "pomartwić się zawsze zdążę" :)
      Dziękuję :*
      A na maila poczekam ile trzeba.
      Mam nadzieję, że A. już zdrowy!

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń