Strony

czwartek, 5 czerwca 2014

Nasz weekend #1

Już środek tygodnia prawie, a ja często myślami do naszego ostatniego weekendu wracam.
Taki był radosny, niespieszny, na luzie całkiem.
W sobotę zakupów robić nie trzeba było. I prawie bez sprzątania się obeszło.
Za to czas na wycieczkę na lotnisko się znalazł i sezon rowerowy zainaugurowany.
My z A. co prawda goniłyśmy rower pieszo (znaczy w chuście), ale kto mógł, ten jechał :)
A w drodze powrotnej wdychanie lasu każdą komórką ciała.
Ach, jak mi tego było trzeba - tej zieleni wszechogarniającej, tych treli moreli, zapachu tego. Zostały ze mną na cały kolejne dni i są nadal, gdy oczy zamykam.

A w domu już ciasto czekało. Takie, co to w trzy minuty się robi. Napiszę o nim niebawem i pewnie zajmie mi to więcej czasu niż samo pichcenie :)

Uwielbiam taki czas. Gdy słońce baterie ładuje i potem łatwiej codzienne emocjonalne porwania dwulatki znosić. Gdy jesteśmy wszyscy razem, a nie tylko obok siebie. Gdy idziemy głowa w głowę, ręka w rękę. Gdy samoloty liczymy i kwiatki zrywamy.

Ach... taki to był nasz weekend właśnie.
I więcej takich chcę!







4 komentarze:

  1. Takie weekendy są jak najlepszy prezent, który będziemy wspominać długo i radośnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Edith, miło mi Cię poznać:))
    Wycieczki rowerowe z moimi chłopcami od ich najmłodszych lat wypełniały nam wolne chwile, mam wrażenie, że ledwo zaczęli siedzieć, to już jeździli:)) Te chwile pozostały z nami na długo.
    Ciekawa jestem tego zapachu ekspresowego ciasta.
    Wielu takich niezapomnianych weekendów życzę.
    Buziaki:***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eryko, rower to mój żywioł po prostu! I szkoda mi bardzo, że ten sezon martwy będzie (bo A. jeszcze za mała do fotelika), ale jestem pewna, że za rok odbijemy!!!
      A przepis na ciasto już na blogu - polecam, bardzo, jeśli ostał Ci się jeszcze rabarbar :)
      Buziaki gorące :***

      Usuń